
Biura detektywistycznego raczej nie otworzę. Najpierw wypytywałem Malwinę, gdzie się mają spotkać. Niby od niechcenia wypytywałem, jednak po siedemnastym razie (czy coś koło tego) zwyczajnie mnie zrugała.
– Co ci za różnica? Gdzie pójdziecie i gdzie pójdziecie? Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie, a nie, gdzie pójdziemy. Ja nie mam pojęcia, jak z nim gadać…
– Po angielsku.
– Odczep się! – naprawdę była zła. Takiej jej chyba nie widziałem. Dobrze, że nie pali, bo by pewnie ze dwie paczki wyjarała.
Jak tylko wyszła, to ja też szybko za nią. Ciężko jest śledzić kogoś, kto cię zna. Odradziłem jej, żeby jechała samochodem, więc złapała taksówkę. No to ja też musiałem się wykosztować, natomiast mogłem rzucić taryfiarzowi tekst z amerykańskich filmów.
– Za tamtą taksówką!
Kierowca przeszedł jednak błyskawicznie na dialog z filmów krajowych.
– Takich klientów to lubię – zaczął.
– Jakich?
– Co im żona rogi przyprawia.
– Coś pan? Jakie rogi?
– Każdy tak mówi. To po co ją pan śledzisz?
– Jedzie się spotkać… – jak mu powiem, że z jednym facetem, to bez sensu – z koleżanką i chcę sprawdzić, czy ta koleżanka to jest ładna laska?
– Tere-fere.
– Jedź pan lepiej.
– Dobrze, jadę.
– I tego się trzymajmy.
Warszawscy taksówkarze są najmądrzejsi na świecie. O życiu wiedzą wszystko i nic ich nie zaskoczy. Ten też wiedział, żeby stanąć dyskretnie. Pod tym względem zawodowiec. Dałem mu tak ze dwa złote górką, za czynny udział w akcji. Akurat jak gramoliłem się z taryfy, obaj widzieliśmy Johna podchodzącego do Malwiny i całującego ją w policzek na powitanie.
– No i co, szefie? – taksówkarz nawet nie tryumfował, raczej był rzeczowy – zawsze mówią, że się umówiły z koleżanką, jak mogie co doradzić, to daj mu pan od razu w mordę, a ją za kudły i na chatę. Jej dołożysz pan już na miejscu. Mogę zaczekać.
– Nie, dziękuję.
– Dobrze radzę.
Tak że na początek zostałem detektywem-rogaczem. Skradałem się za nimi przy murze, uważając, by mi gdzieś nie zniknęli. Na szczęście Malwina była pochłonięta rozmową z nim i nie oglądała się za siebie. Normalnie człowiek nie ogląda się za siebie i pod tym względem moja narzeczona okazała się całkiem normalna. Innych odchyłek zresztą także u niej nie odnotowałem jak na razie. Wyjdą po ślubie.
Doszli Foksal prawie do końca i wybrali jeden z ogródków. A ja schowałem się w bramie przy wejściu do „Teatru Sabat”. Wymknąłem się jeszcze do kiosku po gazetę i wróciłem na punkt obserwacyjny. Malwina niefortunnie siedziała prawie przodem do mnie. Rozpatrywałem, czy nie zrobić dziur na oczy w papierze. Zrezygnowałem z tego oklepanego numeru.
Złożyłem gazetę i przysłaniając twarz, wychylałem się co chwilę. Szatniarz z teatru, bezrobotny w ciepłych miesiącach, wyszedł przed bramę. Niby go zupełnie nie obchodziłem, ale w popołudniowej nudzie i taka możliwość rozerwania wydawała mu się atrakcyjna.
Następowała piramida zdarzeń – obserwowałem i byłem obserwowany. To jego bezczelne filowanie na mnie było irytujące. Nawet się nie zasłaniał gazetą. W zasadzie powinienem odszukać przez radiotami mojego doradcę zza kółka, na pewno by coś wymyślił.
Postałem tak z godzinę. Tamten obejrzał mnie dokładnie ze wszystkich stron. Na koniec zjawił się patrol policji. Szatniarz ich musiał powiadomić.
– Można, obywatelu, dowód prosić?
– Proszę bardzo.
Dopiero teraz się spostrzegłem, że jestem bez dokumentów.
– Nie mam, zapomniałem wziąć z domu – zreflektowałem się poniewczasie.
– Co tu robicie?
– Stoję sobie.
– Stoicie i gazetę czytacie – drugi z policjantów doprecyzował fachowo sytuację.
– Przepraszam, jestem o coś podejrzany?
– Nie.
– Musimy sprawdzić waszą tożsamość. Nic nie macie? Prawa jazdy też? – drugi z policjantów.
– Nie mam przy sobie
– A trzeźwi jesteście?
– Jak najbardziej.
– Coś niewyraźnie wyglądacie.
– Mam kaca. To chyba nie jest karalne?
Okazało się, że nie jest. Poszli do szatniarza, zamienili z nim parę słów i oddalili się nieśpiesznie.
W tym czasie Malwina zniknęła. Polazłem więc do domu. Zaraz mi się wyświetliła na ekranie komórki.
– Cześć, gdzie jesteś?
Pytanie proste, ale co powiedzieć. Miałem być w domu. No to jestem w domu.
– W domu, a gdzie mam być?
– Bo dokładnie takiego samego faceta jak ty widzę na Nowym Świecie.
Jej głos słyszałem i w słuchawce, i tuż za mną.