Hardy Bard 3D

Hardy Bard 3D
Ryszard Makowski

Zapraszam do klubu  -  Luka Artystyczna na autorskie recitale. Pierwsze spotkanie
7 WRZEŚNIA (wtorek), godz. 20:00.

Będę prezentował tam rzeczy sprawdzone ze swojego repertuaru, ale też całkiem nowe.

Klub Luka Artystyczna
Ogrodowa 46/48
00-876 Warszawa
0 694-888-354
0 694-888-345

biuro@lukaartystyczna.plhttp://

www.lukaartystyczna.pl

Bilet w przystępnej cenie 25 złotych.

Potęga grilla

Potęga grilla

Polecam mój najnowszy “hicior” na lato 2010. Można wpisywać opinie, najlepiej jakieś kulturalne i na poziomie.

Piosenkę nagrał i urozmaicił  Staszek Bokowy.

W projekcie udział wzieli:

Bartosz Miecznikowski – gitara
Wojtek Król – gitara basowa
Ryszard Makowski – gitara, śpiew

Chórki

Małgosia Janek
Zuza Pytlińska

Fragment promocyjny

Milość czy pieniądze - front

Biura detektywistycznego raczej nie otworzę. Najpierw wypytywałem Malwinę, gdzie się mają spotkać. Niby od niechcenia wypytywałem, jednak po siedemnastym razie (czy coś koło tego) zwyczajnie mnie zrugała.

– Co ci za różnica? Gdzie pójdziecie i gdzie pójdziecie? Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie, a nie, gdzie pójdziemy. Ja nie mam pojęcia, jak z nim gadać…

– Po angielsku.

– Odczep się! – naprawdę była zła. Takiej jej chyba nie widziałem. Dobrze, że nie pali, bo by pewnie ze dwie paczki wyjarała.

Jak tylko wyszła, to ja też szybko za nią. Ciężko jest śledzić kogoś, kto cię zna. Odradziłem jej, żeby jechała samochodem, więc złapała taksówkę. No to ja też musiałem się wykosztować, natomiast mogłem rzucić taryfiarzowi tekst z amerykańskich filmów.

– Za tamtą taksówką!

Kierowca przeszedł jednak błyskawicznie na dialog z filmów krajowych.

– Takich klientów to lubię – zaczął.

– Jakich?

– Co im żona rogi przyprawia.

– Coś pan? Jakie rogi?

– Każdy tak mówi. To po co ją pan śledzisz?

– Jedzie się spotkać… – jak mu powiem, że z jednym facetem, to bez sensu – z koleżanką i chcę sprawdzić, czy ta koleżanka to jest ładna laska?

– Tere-fere.

– Jedź pan lepiej.

– Dobrze, jadę.

– I tego się trzymajmy.

Warszawscy taksówkarze są najmądrzejsi na świecie. O życiu wiedzą wszystko i nic ich nie zaskoczy. Ten też wiedział, żeby stanąć dyskretnie. Pod tym względem zawodowiec. Dałem mu tak ze dwa złote górką, za czynny udział w akcji. Akurat jak gramoliłem się z taryfy, obaj widzieliśmy Johna podchodzącego do Malwiny i całującego ją w policzek na powitanie.

– No i co, szefie? – taksówkarz nawet nie tryumfował, raczej był rzeczowy – zawsze mówią, że się umówiły z koleżanką, jak mogie co doradzić, to daj mu pan od razu w mordę, a ją za kudły i na chatę. Jej dołożysz pan już na miejscu. Mogę zaczekać.

– Nie, dziękuję.

– Dobrze radzę.

Tak że na początek zostałem detektywem-rogaczem. Skradałem się za nimi przy murze, uważając, by mi gdzieś nie zniknęli. Na szczęście Malwina była pochłonięta rozmową z nim i nie oglądała się za siebie. Normalnie człowiek nie ogląda się za siebie i pod tym względem moja narzeczona okazała się całkiem normalna. Innych odchyłek zresztą także u niej nie odnotowałem jak na razie. Wyjdą po ślubie.

Doszli Foksal prawie do końca i wybrali jeden z ogródków. A ja schowałem się w bramie przy wejściu do „Teatru Sabat”. Wymknąłem się jeszcze do kiosku po gazetę i wróciłem na punkt obserwacyjny. Malwina niefortunnie siedziała prawie przodem do mnie. Rozpatrywałem, czy nie zrobić dziur na oczy w papierze. Zrezygnowałem z tego oklepanego numeru.

Złożyłem gazetę i przysłaniając twarz, wychylałem się co chwilę. Szatniarz z teatru, bezrobotny w ciepłych miesiącach, wyszedł przed bramę. Niby go zupełnie nie obchodziłem, ale w popołudniowej nudzie i taka możliwość rozerwania wydawała mu się atrakcyjna.

Następowała piramida zdarzeń – obserwowałem i byłem obserwowany. To jego bezczelne filowanie na mnie było irytujące. Nawet się nie zasłaniał gazetą. W zasadzie powinienem odszukać przez radiotami mojego doradcę zza kółka, na pewno by coś wymyślił.

Postałem tak z godzinę. Tamten obejrzał mnie dokładnie ze wszystkich stron. Na koniec zjawił się patrol policji. Szatniarz ich musiał powiadomić.

– Można, obywatelu, dowód prosić?

– Proszę bardzo.

Dopiero teraz się spostrzegłem, że jestem bez dokumentów.

– Nie mam, zapomniałem wziąć z domu – zreflektowałem się poniewczasie.

– Co tu robicie?

– Stoję sobie.

– Stoicie i gazetę czytacie – drugi z policjantów doprecyzował fachowo sytuację.

– Przepraszam, jestem o coś podejrzany?

– Nie.

– Musimy sprawdzić waszą tożsamość. Nic nie macie? Prawa jazdy też? – drugi z policjantów.

– Nie mam przy sobie

– A trzeźwi jesteście?

– Jak najbardziej.

– Coś niewyraźnie wyglądacie.

– Mam kaca. To chyba nie jest karalne?

Okazało się, że nie jest. Poszli do szatniarza, zamienili z nim parę słów i oddalili się nieśpiesznie.

W tym czasie Malwina zniknęła. Polazłem więc do domu. Zaraz mi się wyświetliła na ekranie komórki.

– Cześć, gdzie jesteś?

Pytanie proste, ale co powiedzieć. Miałem być w domu. No to jestem w domu.

– W domu, a gdzie mam być?

– Bo dokładnie takiego samego faceta jak ty widzę na Nowym Świecie.

Jej głos słyszałem i w słuchawce, i tuż za mną.

Miłość czy pieniądze

Milość czy pieniądze - front

7 maja jest premiera mojej drugiej książki  “Miłość czy pieniądze”.

Druga najlepsza męska książka dla kobiet.

Rafał Ziemkiewicz

Rysiek słynie z tego, że regularnie mnie zaskakuje i nie da się go zaszufladkować.  Gdy już byłem pewien, że znam go jako sprawnego kabareciarza okazało się, że drzemią w nim talenty niezłego organizatora. Gdy sądziłem, że ostatecznie czeka go los dobrego menagera Rysiek ponownie zabrał się za muzykę, a potem skutecznie przerzucił na… cięty polityczny komentarz. Teraz pisze książkę za książką. Czy więc jest pisarzem? Jak znam życie lada moment znów nas czymś nieźle zaskoczy! Ciekawe czym?

Roman Czejarek – Lato z Radiem

“Miłość czy pieniądze” Ryszarda Makowskiego (tekst promocyjny)

W niespełna pół roku po debiucie literackim (Miłość czy sport) znany satyryk Ryszard  Makowski proponuje kolejną dowcipną i  przyjemną w odbiorze powieść,  ze zwartą, a momentami zaskakującą fabułą.
Miłość czy pieniądze to dalsze perypetie redaktora sportowego Ryśka i jego narzeczonej, a zarazem przełożonej – Malwiny.  Tym razem kanwą powieści jest poszukiwanie przez głównego bohatera pracy, po dyscyplinarnym zwolnieniu z redakcji gazety (nie bez znaczenia były tutaj dwa drinki w pubie „Pod Kogutem” oraz zemsta Naczelnego, głównego antagonisty Ryśka).
Znalezienie nowego miejsca zatrudnienia okazuje się dosyć trudne, nawet w takim mieście jak Warszawa. Romans z Malwiną przechodzi sinusoidalnie przez lepsze i gorsze momenty, ale udaje się doprowadzić do oświadczyn na Wielkanoc i związek osiąga stan oficjalnego narzeczeństwa.
Jeśli ktoś poszukuje książki, by wytchnąć przez chwilę, to Miłość czy pieniądze jest idealną propozycją. Drugi raz udało się Ryszardowi Makowskiemu stworzyć opowieść bez sztampy i banału.
Miłość czy sport była reklamowana sloganem wymyślonym przez Rafała Ziemkiewicza – „Najlepsza męska książka dla kobiet”. Miłość czy pieniądze można polecieć jako „Drugą najlepszą męską książkę dla kobiet”.

Miłość czy sport

FRONT - Milosc czy sport

27 listopada ukaże się książka “Miłość czy sport”

Najlepsza męska książka dla kobiet.

Rafał Ziemkiewicz

Dawno, dawno temu, choć nie tak dawno, żeby zapomnieć, uczyłem WF –u w XXVI LO w Aninie. W czwartej klasie był chłopiec z rudą, rozwichrzoną czupryną, którego rozpierała energia. Grał we wszystko – siatkówkę, piłkę ręczną, koszykówkę i szachy. Tym chłopcem był Rysiek Makowski, którego książkę o perypetiach redaktora sportowego, chciałbym dzisiaj państwu polecić.

Włodzimierz Szaranowicz

Notka prasowa

W czasach parytetu, gdy kobiety wypierają mężczyzn, ze sfer życia zawodowego zarezerwowanego do tej pory wyłącznie dla panów, są jeszcze bastiony  broniące przywilejów rodzaju męskiego. Choćby działy sportowe redakcji prasowych. Bo czy kobieta może być specem od piłki nożnej, hokeja, żużla bądź boksu? Niby może, ale to jest jakieś zaprzeczenie odwiecznych praw natury. Natomiast przypadek – kobieta szef redakcji sportowej, to już kuriozum na miarę światową.

Taka sytuacja się jednak zdarzyła. „Miłość czy sport”, opowiada historię, w której   męska ekipa dziennikarzy sportowych musi stawić czoła nowej szefowej Malwinie Stern. Pasjonujące potyczki mają miejsce w redakcji warszawskiego pisma, w pubie „Pod kogutem”, w Sopocie czy w mieszkaniu narratora – Ryszarda. Można uznać, że rozgrywka kończy się remisem (słowo miłość w tytule nie jest użyte przypadkowo),  ale zanim do tego dojdzie, zdarzy się wiele zabawnych perypetii, które lekkim piórem opisał Ryszard Makowski.
Ryszard Makowski – satyryk i kabareciarz, znany miedzy innymi z Kabaretu OT.TO i kabaretu „Pod Egidą”, ostatnio zajmuje się także pisaniem. „Miłość czy Sport” jest jego debiutem literackim.
Książka  jest bardzo przyjemna w odbiorze i wybitnie  poprawia czytelnikowi humor.




Pęc ze śmiechu

clip_image002

27 listopada będzie premiera płyty “Pęc ze śmiechu”.

NOTKA PRASOWA

„Pęc ze śmiechu” jest to płyta kabaretowa z autorskimi piosenkami Ryszarda Makowskiego. Artysta w latach osiemdziesiątych zdobywał nagrody na festiwalach studenckich (I nagroda OPPA,1984, II nagroda na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie,1986). Był filarem kabaretu OT.TO. Od 2003 r. Obecnie współpracuje z kabaretem „Pod Egidą”, prezentuje swój recital „Pęc ze śmiechu”, gra rock’n’rolla z kapelą, a przede wszystkim dużo pisze – piosenki, wiersze, sztuki teatralne, powieści, scenariusze, skecze, opowiadania.
Płyta zwiera dwadzieścia cztery piosenki zagrane w studenckim stylu czyli „pod gitarę”. Ich siłą jest przekaz tekstowy, chociaż melodie  też nie przeszkadzają w odbiorze, Obok piosenek ewidentnie drwiących z naszych „celebrytów” – „Ratujcie mnie czyli nie lataj Lufthansą”, „Kazio i Izabel” czy „Och, ten Lechu!” są utwory refleksyjne – „Cukierek Wolności”, „Rozczarowana Dorożka”, „Ławeczka” a nawet liryczne „Halabarda” czy poświęcona Zbigniewowi Cybulskiemu „Bim- bom”.

Pęc ze śmiechu!!!

W najbliższym czasie ukaże się  płyta z moimi piosenkami – „Pęc ze śmiechu”. W większości są to piosenki satyryczne na tematy aktualne, ale znajdą się też utwory refleksyjne czy wręcz liryczne.
Nagrania zostały zrealizowane w studenckim stylu, „pod gitarę”, 1 sierpnia 2009, przez Staszka Bokowego w jego domowym studiu w Łomiankach.

Zestaw piosenek (podkreślone, można posłuchać)

Komentarze mile widziane (mam nadzieję)

1. Ratujcie mnie czyli nie lataj Lufthansą
2. Kazio i Isabel
3. Och, ten Lechu!
4. Co to jest wódka
5. Lubię brutalne kampanie
6. Pieśń dziadowska – och, ta władza!
7. Komedia medialna
8. Awantura
9. Platforma Cię kocha
10. Wariograf
11. Z dziką rozkoszą
12. Kraj laj, laj
13. Cukierek wolności
14. Rozczarowana dorożka
15. Delegacja rządowa
16. I za to kocham mój kraj
17. Ballada o posadach
18. Świńska górka
19. Supermarket
20. Och! Ach! Ech!
21. Ławeczka
22. Halabarda
23. Bim-bom
24. Na scenie życia

Kazio i Isabel

Polecam piosenkę  “Kazio i Isabel”, zarejestrowaną i opracowaną wizualnie przez Staszka Bokowego, podczas nagrywania płyty “Pęc ze śmiechu!” – 01.08.2009 r.

Adres na You Tube.

http://www.youtube.com/watch?v=JzTG-I-EGfs

06.08.09

Rozgrywki piłki nożnej są najlepszym symbolem naszego państwa prawa. W ramach demokracji działa sobie  PZPN. Jego członkowie mają  w nosie wszelkie paragrafy, wszelkie zasady, a przede wszystkim zupełnie nie interesuje ich sport jako idea. Mają swój statut – nachapać się, rozprowadzić kogoś, sprzedać mecze, sprzedać zawodników, napić się wódki, skorzystać z życia i niech nam skoczą. A należy przypomnieć, że do takiego skoku szykuje się nie byle kto, bo sam Minister Sportu. Pan Minister Sportu, z wyżelowaną fryzurą i miną zaspanego misia koala, ożywił się bo w Ekstraklasie nie została żadna drużyna z Łodzi, czyli z jego miasta. Do końca nie było wiadomo kto zagra w Ekstraklasie. Metoda  „zielonego stolika” okazała się jeszcze raz najlepsza. W rozgrywkach biorą udział ci,  których nominował PZPN. Nie potrzebne były żadne baraże ani tabele. Ci grają, ci nie i wszystko. Prokuratura Wrocławska zatrzymuje za korupcję, w sądach wloką się jakieś sprawy, coś tam robią Komisje Arbitrażowe i wiele bardzo ważnych instytucji. I co? I nic. Grupa cwaniaków kpi sobie z nas wszystkich w żywe oczy. I pomyśleć, że dzieje się to kraju, w którym premier i praktycznie już prezydent zarazem jest czynnym miłośnikiem piłki nożnej.

Akurat miłość do sportu jak najbardziej popieram. Dlatego dziwi mnie ta kompletna indolencja organów (za przeproszeniem) państwa.  Związki Sportowe były zawsze przystanią dla emerytowanych ( w młodym wieku) milicjantów czy pracowników służb specjalnych. I nie o to chodzi, żebym coś do tych ludzi miał. Tylko  w PRL–u byli często to ludzie o marnym morale. A po dwudziestu latach Wolnej Polski wygląda na to, że właśnie to marne morale święci tryumfy w Ekstraklasie. Pisywałem przez sześć lat sportowe wierszyki – „Mównica kibica” do „Życia Warszawy”. Walczyłem ile mogłem z degrengoladą polskiej piłki nożnej. Zrezygnowałem, bo straciło to sens.
A kwiatki są takie. Mistrz Polski Wisła Kraków odpada w pierwszej rundzie eliminacji Ligii Mistrzów, przegrywając  z drużyną z Estonii – Levadią Tallin. Z jednej strony szkoda, z drugiej strony dobrze, że los nie nagradza nadmiernie, cynicznych hochsztaplerów.

Dodatek

Akurat przeczytałem wypowiedź Zbigniewa Bońka pod tytułem – “Lato jest na notorycznej  bańce”.

Dla niewtajemniczonych wyjaśniam:

Lato = Grzegorz Lato, prezes PZPN

Na bańce – działa zgodnie ze statutem.

31.07.09

W III Rzeczpospolitej dość powszechnym zajęciem części mediów i tych, którzy „za nimi stoją” jest zatruwanie umysłów, a przynajmniej ich rozmemłanie. Sześćdziesiąta piąta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego zamiast być  momentem podniosłym, znowu zmienia się w dyskusje o sensie zrywu Warszawy w 1944 roku. Różni mędrkowie wypisują – „Powstanie to: Zbrodnia! Śmierć! Głupota!”, a portale internetowe chętnie to podchwytują. Ot, fajny news.  Rozprawianie czy Powstanie powinno wybuchnąć czy nie, jest kompletną bzdurą. Powstanie Warszawskie wybuchło. Można oddać hołd żołnierzom sierpnia, można nie oddawać, jeśli ktoś nie czuje takiej potrzeby, ale po co cofać nas do najlepszych lat komunistycznej propagandy?

Wtedy  „jedynie  słuszną linią” było obarczanie dowódców Armii Krajowej za zniszczenie stolicy i uśmiercenie kwiatu warszawskiej młodej inteligencji. I jeszcze dochodzą „światłe” głosy, że my Polacy to tak lubimy świętować nasze klęski. Jakoś  nikt nigdy nie podważał wzniecenia Powstania w Warszawskim Getcie. Zresztą słusznie.

Przez parę ostatnich lat czczono z pietyzmem 1 sierpnia. Jest to oczywista zasługa Lecha Kaczyńskiego, który jako prezydent Warszawy, nadał obchodom sześćdziesiątej rocznicy, właściwy wymiar, a do tego stworzył Muzeum Powstania.

Cmentarz na Powązkach był od lat ważnym miejscem obchodów. W osiemdziesiątych latach przychodziło bardzo dużo ludzi. Była to manifestacja patriotyczna. Natomiast w dziewięćdziesiątych latach obchody stawały się coraz bardziej mizerne. Dopiero w 2004 roku, tłum zrobił się taki, że trudno było wcisnąć przez bramę od Powązkowskiej.

W tym roku pojawiły się głosy, by obchody pod pomnikiem „Gloria Victis” odbyły się bez polityków.

Skąd taki pomysł? Ano na Cmentarzu Powązkowskim nie obowiązują sondaże. Tutaj hierarchia jest zupełnie inna niż oficjalna. Naród wie komu bić brawo, a kogo wybuczeć. W zeszłym roku   ranking cmentarny wypadł dla rządu niekorzystnie. Owacja dla prezydenta Kaczyńskiego, gromkie brawa dla prezesa Kaczyńskiego, dla pana Kurtyki, dla dyrektora Muzeum Powstania pana Ołdakowsiego. Całkiem nieźle przyjęto premiera Donalda Tuska. Natomiast pani prezydent Warszawy, składała wieniec razem z profesorem Bartoszewskim, który był akurat po niefortunnych wypowiedziach o bydle i nie zyskali aprobaty, a Pierwszy Pacjent Psychiatryka III RP na wolności, czyli Stefan Niesiołowski został wręcz wygwizdany.

Rok temu społeczeństwo było tej władzy jeszcze bardziej przychylne niż obecnie, więc nic dziwnego, że teraz rządzący obawiają się konfrontacji z ludem. Nakłoniono nawet kilku kombatantów, żeby też przychylili się pięknej idei – obchody bez polityków. Widocznie dla tej władzy zagrożenie stwarza nawet grupa mocno emerytowanych bohaterów Armii Krajowej. Taka to jest drobna różnica w odwadze. Jedni nie bali się pójść do Powstania, a drudzy boją się, że nie dostaną oklasków.

Suplement

Brawa w tym roku dostał tylko Lech Kaczyński. Pani prezydent Warszawy, pan Marszałek Sejmu czy pan premier skadali wieńce w grobowej ciszy.